KalendarzRolników.pl
Nie masz jeszcze konta?

Partnerzy portalu

Partner serwisu Województwo Podlaskie
Partner serwisu Anwil Grupa Orlen
Partner serwisu Polski Cukier
22 stycznia 2020

Trucizny w świecie zwierząt i ludzi

Na przestrzeni wieków pojawiło się wiele zagrożeń dla zwierząt i ludzi w związku z nieznanymi dotychczas czynnikami biologicznymi i chemicznymi, niekorzystnie oddziałującymi na organizmy.

Przodkowie naszego bydła domowego przemierzali knieje i stepy korzystając nieograniczenie z bogactwa roślinności będącej źródłem pokarmu. Mechanizmy ewolucji wykształciły w nich instynktowną zdolność unikania trujących roślin, a czyste środowisko naturalne nie zagrażało nadmiarem toksycznych substancji, chyba że akurat w okolicy był czynny wulkan lub rozległy pożar lasu emitujące dioksyny, czym zresztą rogacizna nie przejmowała się zbytnio. Udomowienie bydła ograniczyło ten swoisty błogostan, lokując zwierzęta w niezbyt luksusowych warunkach obór, ale nadal podstawą ich bytu był swobodny wypas na łąkach i pastwiskach lub dostarczana zimą do żłobu naturalna pasza, np. siano, buraki czy zboże.

Wpływ człowieka na środowisko był przez długie wieki niewielki, co wynikało z rzemieślniczych metod produkcji pozarolniczej i niskiego poziomu zaludnienia, więc zagrożenie toksynami nie stanowiło problemu, a pradawny pasterz mógł spożywać mleko i mięso swych krów bez obawy o zdrowie.

Może nie do końca było tak sielankowo, bo naturalne trucizny i zagrożenia bakteryjnymi toksemiami istniały, ale przypadki ich oddziaływania nie były tak powszechne. Dopiero datujące się od drugiej połowy XIX wieku i wciąż rozwijane w XX wieku we wszystkich dziedzinach przemysłowe technologie, rozkwit na wielką skalę syntezy i stosowania różnych związków chemicznych, intensyfikacja rolnictwa, a w tym wielkostadny chów w zamkniętych budynkach, diametralnie zmieniły tę sytuację. Pojawiło się wiele zagrożeń dla zwierząt i ludzi w związku z nieznanymi dotychczas czynnikami biologicznymi i chemicznymi niekorzystnie oddziałującymi na organizmy.

Doskonały przykład współczesnych trucizn, które są zagrożeniem powstałym w okresie ostatnich kilkudziesięciu lat, stanowią dioksyny (np. polichlorowane dibenzo-p-dioksyny), związki organiczne będące produktami ubocznymi procesów przemysłowych, a zwłaszcza spalania odpadów komunalnych, szpitalnych, opon samochodowych, węgla w elektrowniach i elektrociepłowniach, tworzyw sztucznych, płyt meblowych, impregnowanego drewna itp. Znaczną ich emisję powodują domowe paleniska, szczególnie zasilane kiepskiej jakości paliwami. Dioksyny są wszechobecne i mogą utrzymywać się w środowisku nawet do 30 lat, więc jedynie ograniczenie ich emisji daje szansę na zdrowsze życie zwierząt i ludzi. Uwolnione do biosfery skażają ziemię i rośliny, nieulegając przemianom metabolicznym przechodzą w łańcuchu pokarmowym do organizmu zwierząt roślinożernych, następnie przez mięso, mleko i jaja do ustroju człowieka.

Kumulują się w tkance tłuszczowej i innych tkankach, a w konsekwencji prowadzą do uszkodzenia narządów. Badania wskazują na odpowiedzialność dioksyn za zaburzenia metaboliczne, hormonalne, uszkodzenia wątroby, nerek, płuc, układu nerwowego itp. Nie są jeszcze dostatecznie poznane wszystkie długofalowe skutki oddziaływania tego rodzaju toksyn na populacje zwierząt i ludzi. Żywność jest głównym źródłem dioksyn dla człowieka, dlatego zapewnienie właściwej jakości roślinnych i zwierzęcych produktów spożywczych jest priorytetem w działaniach prewencyjnych. Od 2001 roku w Unii Europejskiej jest wdrażana strategia postępowania ograniczającego pobieranie dioksyn wraz z żywnością, w ramach której prowadzony jest monitoring i kontrola żywności i pasz.

Warto zwrócić uwagę na całkiem nowy, narastający problem zagrożeń bezpieczeństwa żywności i pasz, spowodowanych lawinowym wzrostem zastosowania w codziennym życiu tworzyw sztucznych, a zwłaszcza opakowań plastikowych. Ponad 40% wszelkiego rodzaju produktów w marketach opakowanych jest w plastik, który w większości po użyciu trafia do środowiska przyrodniczego, powodując jego zanieczyszczenie. Rocznie do mórz trafia od 5 do 12 milionów ton plastiku zagrażając głównie organizmom morskim w sposób bezpośredni. Jednak trudność biodegradacji tej grupy odpadów stwarza dalsze konsekwencje w postaci rozprzestrzeniania się mikrodrobin plastiku nie tylko w oceanach, ale też na polach, w żywności i wodzie pitnej. Nie ma jeszcze jednoznacznej oceny wpływu tego zanieczyszczenia na człowieka oraz na zwierzęta gospodarskie, ale już potwierdzono występowanie zaburzeń fotosyntezy u sinic morskich i niepłodności niektórych gatunków zwierząt z powodu kontaktu z plastikiem. Niewątpliwe jest uwalnianie toksycznych substancji do napojów i żywności przez niektóre rodzaje opakowań plastikowych. Taką substancją jest, np. bisfenol A występujący w twardych kubkach, talerzach, butelkach plastiko- wych. Dlatego właśnie Komisja Europejska zakazała od 2011 roku produkcji butelek dla dzieci z tworzywa zawierającego ten związek.

Powoduje on zmiany w układzie hormonalnym, doprowadzające do otyłości, nawet przy zdrowym stylu życia. Potwierdzono też działanie przyspieszające rozwój zmian nowotworowych i blokowanie działania hormonów męskich prowadzące do zaburzenia płodności. Bisfenol uwalnia się zwłaszcza w podwyższonej temperaturze, więc raczej nie należy napojów w plastikach przechowywać w cieple i wystawiać na działanie słońca. Minimalizowanie kontaktu żywności z naczyniami ze sztucznych tworzyw i zamiana na tradycyjne szklane czy ceramiczne pojemniki każdemu wyjdzie na dobre.

Temat oddziaływań plastiku na środowisko i rozwiązania wynikających zeń problemów jest rozwojowy, ale podejmowane już starania UE o zmniejszenie użycia i wsparcie europejskiego zakazu stosowania plastikowych przedmiotów jednorazowego użytku oraz finansowanie badań nad materiałami alternatywnymi zasługuje na poparcie.

W produkcji rolniczej, w tym zwierzęcej, plastik jest też coraz powszechniej stosowany, a używając różnych folii,opakowań, pojemników itp. nie analizujemy zupełnie ich wpływu na organizmy zwierząt.

Te nowo powstałe zagrożenia nie umniejszają potrzeby zachowania ostrożności w stosunku do znanych od dawna licznych toksycznych substancji występujących w naszej rzeczywistości, czy to z naturalnych źródeł w przyrodzie, czy też wprowadzanych do środowiska przez człowieka, a mających wpływ na bezpieczeństwo żywienia zwierząt i ludzi.

Dość powszechnym zagrożeniem są zatrucia bydła azotanami i azotynami zdarzające się na pastwiskach zasilanych nawozami azotowymi lub przez pojenie zwierząt wodą ze zbiorników, w pobliżu których znajdowały się uprawy nawożone azotem.

Ostre zatrucia przebiegające ze ślinotokiem, ostrą biegunką, wzdęciami, dusznością, drżeniem mięśni, obniżeniem temperatury ciała kończą się przeważnie śmiercią. Częściej występują zatrucia przewlekłe objawiające się brakiem apetytu, obniżeniem przyrostów, zmniejszeniem mleczności, poronienia lub rodzenie martwych cieląt, a charakterystycznym objawem jest matowa, sucha sierść.

Znaną substancją, która może powodować zatrucie z zejściem śmiertelnym jest mocznik, końcowy produkt przemiany białek w organizmie, otrzymywany też syntetycznie, używany jako nawóz. Często był zalecany, jako dodatek do dawki żywieniowej w celu uzupełnienia białka, ale należy stosować go ostrożnie dla zwierząt dorosłych i raczej dla krótko żyjących opasów, bo niszczy wątrobę. Można stosować mocznik w ilości 5 kg na 1 tonę kiszonki z kukurydzy, bo ułatwia zakiszanie i zapobiega rozwojowi grzybów.

Jednymi z najgroźniejszych zanieczyszczeń środowiska, które mogą przedostać się do paszy, a z nią do organizmów zwierząt są metale ciężkie. Niektóre z nich, jak cynk, żelazo, miedź, selen, w śladowych ilościach są niezbędne do funkcjonowania ustroju, a niektóre, jak kadm, ołów, arsen czy rtęć, to ewidentne trucizny.

Są łatwo wchłaniane przez organizmy z powietrza oraz przewodu pokarmowego i ulegają bioakumulacji w produktach pochodzenia zwierzęcego, przez co na ich przyswojenie narażony jes człowiek. Długotrwałe oddziaływanie tych substancji na organizm może być przyczyną subklinicznych schorzeń, ujawniających się po wielu latach, np. białaczki. Zwiększone stężenie w środowisku wymienionych metali ciężkich występuje zwłaszcza na terenach wysoko uprzemysłowionych, a ołowiu – wzdłuż szlaków komunikacyjnych. W produkcji pasz przemysłowych istnieją regulacje prawne nakazujące kontrole zawartości szkodliwych substancji, do czego zobowiązuje rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 6 lutego 2012 r. w sprawie zawartości substancji niepożądanych w paszach (DzU z 2014 r., poz. 206).

Prowadząc produkcję pasz objętościowych dla bydła (zielonki, kiszonki, siano) w rejonach narażonych na emisję zanieczyszczeń należy mieć świadomość zagrożenia.

Co do naturalnie występujących w otoczeniu trucizn roślinnych, to bydło konsumujące ruń pastwiskową na wypasie lub zielonkę w oborze ma możliwość segregacji roślin i skrzętnie omija te toksyczne, bo z reguły są bardzo gorzkie, ze względu na zawartość, np. alkaloidów. Niepożądane rośliny, takie jak: szalej jadowity, szczaw polny, wilczomlecz sosnka, jaskier ostry, ziarnopłon wiosenny, charakteryzują się różnym stopniem toksyczności.

Ponadto przeżuwacze są mniej wrażliwe na działanie roślinnych substancji toksycznych, co jednak nie zmienia faktu, że toksyny przechodzą do mleka i mięsa stając się przyczyną trudnych do zidentyfikowania zatruć ludzi.

Niestety, zamykając krowy w oborach i karmiąc TMR-em lub PMR-em, w których składniki są rozdrobnione i wymieszane,  odebraliśmy zwierzętom swobodę wyboru tylko smacznej i dobrej paszy. Na hodowcy spoczywa więc obowiązek znajomości składu botanicznego zielonki stosowanej w żywieniu bydła i utrzymywanie łąk i pastwisk w wysokiej kulturze, np. poprzez zapobieganie zachwaszczeniu.

Zagadnienie konserwacji i przechowywania pasz dla bydła wiąże się nieodzownie z przeciwdziałaniem skarmianiu pasz porażonych przez grzyby wytwarzające mikotoksyny. Część mikotoksyn zostaje dezaktywowana w żwaczu, jednak jeśli występują w większej ilości, to mikroorganizmy żwacza nie są w stanie ich unieczynnić.

Wysoko produkcyjne krowy pobierają dużo paszy, więc jeśli jest skażona, to kumulują one w organizmie dużą dawkę mikotoksyn. Trucizny wytwarzane przez pleśnie powodują schorzenia wątroby, nerek i systemu nerwowego oraz działając estrogennie, zakłócają funkcje rozrodcze. Osłabiają funkcje odpornościowe organizmu i przyczyniają się do rozwoju wielu innych chorób.

Ze względu na upowszechnienie się żywienia bydła mlecznego kiszonką z kukurydzy, jedną z najpowszechniejszych toksyn stał się zearalenon, wytwarzany przez grzyby z rodzaju Fusarium, porażający rośliny zarówno na polu, jak i procesie kiszenia i na pryzmie. Kiszenie nie unieczynnia toksyny. Zearalenon przekształcany jest w żwaczu w substancje działające jak hormony na układ rozrodczy samic, rozregulowując cykl rujowy, zaburzając owulację, implantację zarodków i uszkadzając błony śluzowe macicy. Oczywiście, w źle konserwowanych paszach rozwijają się też inne gatunki pleśni o nie mniej zgubnym działaniu.

Jednym ze wspólnych zagrożeń dla człowieka i bydła mlecznego w kategorii zatruć toksynami bakteryjnymi jest botulizm. Zachorowanie występuje po spożyciu żywności lub paszy zanieczyszczonej przez bakterie laseczki jadu kiełbasianego (Clostridium botulinum) i toksyny botulinowe, produkowane przez te bakterie. Źródłem zakażenia w środowisku bywa pomiot drobiowy, gleba, osady wodne, pozostałości fermentacyjne biogazowni, kał ptaków, ssaków i ryb, szczątki padłych zwierząt.

Zdarza się, że w beli kiszonki znajdują się szczątki zwierzęce, w których w warunkach beztlenowych rozwijają się bakterie. W przypadku ludzi przyczyną zatrucia są najczęściej konserwy i nieprawidłowo przechowywana żywność. Botulina jest najsilniejszą znaną naturalną toksyną. Jej działanie objawia się postępującym paraliżem mięśni i w przypadku niepodjęcia szybkiego leczenia prowadzi do śmierci. Jak widać, świat jest pełen zagrożeń ze strony otaczających nas substancji i związków chemicznych, które coraz częściej sami emitujemy i kumulujemy w środowisku. Może jest to nieuniknione, ale musimy tworzyć mechanizmy i procedury chroniące ludzi i zwierzęta przed zgubnymi skutkami oddziaływania jadów, trucizn i toksyn na organizm.

Temu mają służyć tworzone na całym świecie systemy bezpieczeństwa żywności i żywienia, nakładające także na rolników obowiązki, ograniczenia i restrykcje, które wydają się koniecznością.

 
Cezary Stolarczyk
Artykuł opracowany we współpracy z Łódzkim Ośrodkiem Doradztwa Rolniczego w Bratoszewicach 
Zainteresował Cię ten artykuł? Masz pytanie do autora? Napisz do nas tutaj
REKLAMA

Redakcja

tel: 54 235 52 61

kontakt@kalendarzrolnikow.pl

Wydawca

WDR
ul. Modra 23
87-807 Włocławek
www.wydawnictwodr.pl

 

Tu nas znajdziesz

Napisz do nas


pozycje oznaczone * muszą być wypełnione