KalendarzRolników.pl
Nie masz jeszcze konta?
26 października 2019

Rolnicy hodują coraz mniej świń - dlaczego?

Pogłowie trzody chlewnej maleje w naszym kraju w zastraszającym tempie. Jak informuje Główny Urząd Statystyczny, w końcu 2018 roku w Polsce było 11 milionów sztuk trzody chlewnej. Rok wcześniej w polskich gospodarstwach było o milion świń więcej. Dlaczego rolnicy rezygnują z hodowli świń?

Ale to nie odzwierciedla skali problemu.

Gdy poszperamy w archiwum Głównego Urzędu Statystycznego, łatwo stwierdzimy, że w końcu 2010 roku hodowaliśmy prawie 15 milionów sztuk świń, a w końcu 2005 roku - rok po wejściu do Unii Europejskiej - prawie 19 milionów sztuk trzody chlewnej. 

Co się stało, że z każdym rokiem rolnicy polscy coraz mniej chętnie hodują świnie?

Na to pytanie od dawna próbują odpowiedzieć eksperci. Prof. Zbigniew Pejsak w 2012 roku, także przyjrzał się alarmującym danym - z roku na rok pogłowie świń spadło o ponad milion sztuk. 

 W 2010 roku chów i hodowlę świń prowadzono w 397 700 gospodarstwach (w roku 2002 w 760 600 chlewniach) - informował prof. Pejsak. - Zanotowano spadek liczby hodowców lub producentów o 52%. Chowem prosiąt (stada loch) zajmowało się w roku 2010 – 251 900 gospodarstw (w 2002 - 452 300 gospodarstw); spadek liczby tego typu chlewni w omawianym okresie sięgnął 55%.

Średnie wskaźniki liczby loch na gospodarstwo były skrajnie niekorzystne. Na jedno gospodarstwo prowadzące chów lub hodowlę świń przypadało w roku 2010 3,6 lochy (w 2002 r. 2,5 lochy), natomiast na jedną chlewnię utrzymującą lochy przypadało 5,7 samicy (w roku 2002 – 4,2 szt.). Zdaniem eksperta, powyższe dane jasno  dokumentowały archaiczny sposób produkcji świń w naszym kraju. 

Oznacza to, że już kilka lat temu znacząco spadła ochota rolników na hodowanie świń w gospodarstwach. W strukturze chowu zaczęły dominować większe gospodarstwa, a małe, gdzie do tej pory hodowano kilka sztuk - jak to się mówiło ,,dla siebie'' i na sprzedaż - zaczęły rezygnować z chowu świń. Jak informował prof. Pejsak - z produkcji wypadają przede wszystkim małe gospodarstwa i produkujące prosięta. Profesor alarmował także, że gwałtowny spadek liczby zwierząt stada podstawowego (lochy, knury) nie był proporcjonalny do liczby ubijanych tuczników, co związane było z ich importem, a przede wszystkim importem warchlaków, który istotnie rośnie z każdym kolejnym rokiem; z okresowymi wahaniami związanymi z kursami złotego i euro. W roku 2010 ubój trzody chlewnej osiągnął poziom z roku 2008. Szacuje się, że w roku 2010 zaimportowano przede wszystkim z Danii, ale także z Holandii, Niemiec i Hiszpanii około 2 miliony prosiąt/warchlaków. Przyczyną rosnącego importu prosiąt jest niedostatek ich producentów w Polsce. Biorąc pod uwagę fakt, że minimalna, nabywana przez producentów tuczników, partia prosiąt liczy około 300 osobników, ich producentem może być właściciel co najmniej 200 loch. Zważywszy na wyżej przedstawione dane odnośnie struktury stad, takich potencjalnych producentów mamy w naszym kraju około 330.
Weźmy pod uwagę jeszcze i to, że były to czasy jeszcze przed wykryciem afrykańskiego pomoru świń w Polsce. Do dziś trendy jednak niewiele się zmieniły.

Dlaczego więc rolnicy nie chcą zajmować się hodowlą świń?

Dziś eksperci przede wszystkim mówią o niekorzystnym wpływie ASF na hodowlę trzody chlewnej w Polsce. Jednak , nawet z dostępnych w Internecie danych GUS-u wynika, że trend spadkowy rozpoczął się znacznie wcześniej. ASF jest więc tylko częścią większego problemu.

Jedna czy dwie świnie ,,wyżywią się'' przy niewielkim gospodarstwie praktycznie bez dużego nakładu pracy i kosztów - mówi Kazimierz Karasiński, rolnik ze wsi Helenów w woj. łódzkim. - Jednak wszyscy jesteśmy przekonywani, że nawet małe gospodarstwa powinny się w czymś specjalizować. Wielu rolników rezygnuje z hodowli, gdyż zabezpieczenia związane z ASF są niezwykle kosztowne, w porównaniu z zyskami z 2-3 sztuk trzody chlewnej. Małe gospodarstwo bez zwierząt inwentarskich jest wygodniejsze dla rolnika, nie wymaga codziennej ciężkiej pracy, a wielu, zwłaszcza młodych rolników chce żyć wygodnie. Trudno mieć do nich o to pretensje.

To jednak też tylko część problemu. ważnym czynnikiem są wahające się, często bardzo niskie ceny żywca wieprzowego w skupie. W początku lata tego roku ceny w skupie były o niemal 1 niższe niż w analogicznym okresie poprzedniego roku i oscylowały wokół 5,77 zł. Choć wieprzowina jest ulubionym przez Polaków mięsem (choćby dlatego, ze jest tania i smaczna), to jednak jest produkcja w kraju jest nieopłacalna.

Rolnicy, którzy sami świń już nie hodują zwracają uwagę na fakt, że mięso w sklepach nie jest oznaczane krajem pochodzenia. Tak naprawdę nikt nie wie co kupuje: karkówkę z polskiej świni, z niemieckiej czy z chińskiej.

Tu wcale nie chodzi o jakieś nieporozumienia narodowe, a jedynie o fakt, że mięso z polskich, tradycyjnie karmionych świń jest smaczniejsze - mówi Karol Wilk, rolnik z Małopolski. - Najpierw trudno było się przyzwyczaić do tego wodnistego smaku, a teraz nasze dzieci już nie pamiętają jak smakuje prawdziwa szynka i uważają że wodniste mięso z trudno topiącą się słoniną to sytuacja prawidłowa. 

Zdaniem pana Karola zniechęcającą sprawą w hodowli świń - zwłaszcza w niskotowarowej hodowli - jest też potężna biurokracja.

Te wszystkie dokumenty, które trzeba wypełniać nawet wtedy, gdy się hoduje 2-3 świnie, a jeśli się o czymś zapomni to zabiorą rolnikowi dopłaty – wzdycha pan Karol. - Oczywiście, każdemu z nas zależy na zdrowiu i każdy z rolników nawet jak ubijał świnię dla siebie poddawał mięso badaniu weterynaryjnemu. Przerażające są też koszty bioasekuracji, które dla niewielkich hodowców są nie do udźwignięcia. Kto nie hoduje świń ma święty spokój, ale... trochę żal.

Jadą warchlaki, jadą...

Zatrważający jest fakt, że w 2018o roku liczba loch została zredukowana o 163,5 tys., co stanowi aż 18%. Na koniec roku 2018 krajowe stado loch liczyło jedynie 744,6 tys. Miejsce rodzimej hodowli zajmuje tucz nakładczy, czasem przez rolników zwany hotelarstwem. Najczęściej z Danii przyjeżdżają stada warchlaków razem z karmą i dodatkami, a polski rolnik tylko podaje im karmę i oprząta. Mięso z takich świń uznawane jest za ,,polskie''. Niespełna dwa miesiące temu interpelację w sprawie ilości hodowali z tuczu nakładczego złożył Kazimierz Plocke.

W 2018 r. import żywych świń wyniósł 8 208 tys. sztuk, w tym 7 412 tys. sztuk trzody o masie mniejszej niż 50 kg (prosięta i warchlaki) - informował w odpowiedzi Rafał Romanowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. - W okresie pierwszych pięciu miesięcy 2019 r. (ostatnie dostępne dane) wyniósł on odpowiednio 2 670 tys. sztuk i 2 624 tys. sztuk. W stosunku do analogicznego okresu 2018 r. był on mniejszy o 9,4% i 7,7%.

Tak więc hodowla polskich ras świń, która była naszą dumą powoli zamiera. Wystarczy porównać liczby, by przekonać się, że większość hodowanych w Polskich gospodarstwach świń, to importowane warchlaki.

Mniej świń nie tylko w Polsce

Nie żyjemy na pustyni - niewątpliwy wpływ na polską gospodarkę i rolnictwo ma to, co dzieje się poza granicami kraju. Statystyki donoszą, że pogłowie świń spada także w Niemczech - z niemieckich statystyk wynika, że na początku maja pogłowie trzody chlewnej wynosiło w tym kraju 25,9 milionów sztuk i w pół roku zmalała o pół miliona sztuk. Podobnie jak u nas coraz mniej gospodarstw zajmuje się hodowlą trzody.

Problemy ma także największy producent trzody chlewnej czyli Chiny - tu ASF występuje prawie w całym kraju i choćby z tego powodu pogłowie trzody regularnie spada. Wydawać by się mogło, że spadek pogłowia na bliższych i dalszych rynkach powinien spowodować wzrost zainteresowania hodowlą w kraju, ale tak się nie dzieje, przede wszystkim z powodu ASF. Bioasekuracja przy dużym stadzie powoduje relatywnie niższy wzrost kosztów niż przy stadzie małym. Tym samym smaczne mięso z rodzinnych gospodarstw zastępowane jest mięsem bez smaku z wysokotowarowych hodowli. 

Czy uda się przywrócić tradycję i znów hodować najlepsze polskie rasy świń jak wielka biała polska czy biała zwisłoucha? Czy zwierząt w gospodarstwach w ogóle będzie coraz mniej, a hodowane będą jedynie w wielkich ,,kombinatach''. Czy taka specjalizacja na pewno się rolnikom opłaca, a konsumentom wychodzi na zdrowie? Zapewne musi upłynąć co najmniej jeszcze kilka lat, zanim poznamy odpowiedzi na te pytania.


źródła:
Prof. dr hab. Zygmunt Pejsak - Przyczyny gwałtownego spadku pogłowia trzody chlewnej w Polsce, Trzoda Chlewna (2012) Vol. 50, nr 3, str.12-16
stat.gov.pl - dostęp 22-10-2019 r.
Sejm.gov.pl - http://www.sejm.gov.pl/sejm8.nsf/interpelacjaTresc.xsp?documentId=2E7290EE31C385EAC125845C0047D3C4&view=1o ostęp 22-10-2019 r.

kontakt1.jpg Redakcja KalendarzRolnikow.pl
Zainteresował Cię ten artykuł? Masz pytanie do autora? Napisz do nas tutaj
REKLAMA

Redakcja

tel: 54 235 52 61

kontakt@kalendarzrolnikow.pl

Wydawca

WDR
ul. Modra 23
87-807 Włocławek
www.wydawnictwodr.pl

 

Tu nas znajdziesz

Napisz do nas


pozycje oznaczone * muszą być wypełnione
Partnerzy
  • Kujawsko-Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Minikowie
  • WDR
  • KOWR
  • ODR Bratoszewice
  • MINISTERSTWO ROLNICTWA I ROZWOJU WSI